|
Kult winyla kontra wygoda cyfry czyli bolesne narodziny MP3 W 1995 roku, kultowy magazyn Future Music poświęcił jeden ze swoich numerów prawie całkowicie kulturze dj'skiej, w taki sposób charakteryzując ówczesnych bohaterów konsolety:
' Dj'e to kolesie, którzy jedzą winyl, śpią na winylu i ... otaczają się nim w każdej formie o każdej porze dnia i nocy". W latach dziewięćdziesiątych tak to właśnie wyglądało - muzyka klubowa to dj, dj równa się winyl. Osoby grające z cd trudno było nazywać dj'ami, raczej prezenterami muzyki gdyż sprzęt z tamtych lat zupełnie nie pozwalał na ich miksowanie. Krótko mówiąc był to obciach zarezerwowany dla prezenterów dyskotekowych a nie klubowych wyjadaczy. Sam zapytany w jednym z wywiadów, co myślę o graniu z Cd porównałem to do dotykania kobiety przez gumowe rękawiczki. Winyle były elitarne, tajemnicze, analogowe, idealnie nadawały się do miksowania z gramofonów o regulowanej prędkości. Powstała cała ideologia o wyższości winyla nad resztą świata a symbol rozrywki 'chłopaka z gitarą' przeistoczył się w 'chłopaka z winylem i słuchawkami'. Informacja dla poprawnych politycznie: napisałem 'chłopaka' gdyż zjawisko kobiet za konsoleta był wówczas tak oczywiste jak humbaki w Morzu Bałtyckim. Dostęp do czarnych krążków nie był łatwy, w całej Europie najważniejsze było 'dobre dojście' do 'record shop’ów' lub dystrybucji, co posiadali nieliczni. Małe nakłady klubowych rarytasów szybko znikały z półek oraz spod lady a zostawały tylko nikogo nieinteresujące gnioty, potrafiące zepsuć najlepszą imprezę. W Polsce sytuacja wyglądała jeszcze gorzej, ...trzeba było jechać 'na zachód' żeby cokolwiek kupić lub dać zarobić cwaniakom sprzedającym sztuki po horrendalnych cenach. Jeden z rekordów o jakim słyszałem to 350 pln w 1994 roku za white label’a, zawierającego breakbeatowy remiks utworu 'Cocaine'. Byłem również naocznym świadkiem szarpaniny dwóch znanych dj'ow o jedyny egzemplarz winyla w rodzącym się wówczas Skylark Records, chłopcy nie odzywali się później do siebie przez wiele lat. Pomimo tych niesprzyjających okoliczności a może również dzięki nim, boski winyl był najbardziej pożądanym kawałkiem materii w świecie klubowym i nikt nawet nie myślał o jakimkolwiek porównywaniu go do rodzącej się w bólach, kiepskiej formy zapisu dźwięku w formacie mp3. Miała ona dopiero nadejść wraz z rozwojem internetu. Poprzedzały ją jednak inne rodzaje cyfrowego zapisu dźwięku, (CD, Mini Disc czy studyjne DAT'y i komputery bazujące głównie na formacie Wave.) które sukcesywnie wypierały z rynku taśmy, kasety i całe analogowe 'starsze pokolenie". Swoista wojna nośników toczyła się w domach ( adaptery i magnetofony wypierane przez odtwarzacze CD i mini diski, na ulicy gdzie tradycyjne Walkman’y ustąpiły miejsca Discman’om oraz studiach muzycznych w których miejsce magnetofonów wielośladowych zajęły DAT’y i komputery z systemami Direct Disc Recording. Stawką w tej wojnie była użytkowość i trwałość nośnika co bezpośrednio przekładało się na komfort klienta-słuchacza. Winyl, który w popularnych użyciu już wcześniej właściwie przegrał wojnę z magnetofonami, powrócił w glorii i chwale prowadząc klubową techno-rewolucję. Wydawało się, że w swojej klasie jest niezastąpiony i nie do pobicia przez jakąkolwiek inną formę zapisu czy nośnika. Dodatkowo, pojawiły się osoby, które trzask igły i delikatne 'szumy' przyprawiały o ekstazę, a w języku angielskim, linqua franca naszych czasów, zawrotną karierę zrobiło słowo groovy ( od słowa groove czyli rowek w winylu) Niektórzy polscy językoznawcy utrzymują iż młodzieżowe 'kreci mnie to', początek swój wzięło od kręcenia płyty winylowej. --- Rober Nobis |