|
Aksamitna rewolucja muzyczna
Kto z nas nie słyszał o gigantycznych fortunach gwiazd pop, wynikających ze sprzedaży płyt. Ilość sprzedawanych nośników stanowiła miarę popularności wykonawcy i była kluczowa dla dużych i małych wytwórnii fonograficznych.

Narodziny formatu mp3
Stworzono nawet osobne listy przebojów, najlepiej sprzedających się singli i płyt długogrających. Globalna sprzedaż takich ikon jak Michael Jackson, The Beatels czy Madonna sięgała milionów sztuk.
W Polsce, gdzie oficjalne ceny płyt CD były tak wysokie, że wyglądało to na nieporozumienie, makabrycznie rozwinął się rynek piracki, gdzie za 20-30% wartości rynkowej można było kupić nielegalną kopie praktycznie każdego artysty. Kiedy już wydawało się, że w przemyśle muzycznym wszystko jest ustalone i pozostaje tylko zwalczyć piratów aby strumień gotówki nieprzerwanie płynął do kieszeni wytwórni oraz artystów, pojawił się nowy wróg
- MP3. Urodził się w internecie,
...jak wszystkie przełomowe wynalazki - z konieczności. Potrzeba przesyłania plików dźwiękowych, mniejszych niż tradycyjne wave’y, rosła wraz z rozwojem internetu. Prosta sztuczka 'wycinania' pasm niesłyszalnych dla ludzkiego ucha, dawała olbrzymia oszczędność przestrzeni dyskowej. Dla porównania jeden utwór trzyminutowy w formacie wave zajmuje ok. 35MB a jego odpowiednik w formacie mp3 ok. 6-8MB. Oczywiście początki mp3 były mizerne, jakość 96 kbps a początkowo mniejsza, drażniła wrażliwsze ucho słuchacza i w wielu kręgach, mp3 traktowane było jak gwałt na muzyce. Dotyczyło to nie tylko jej jakości, ale również etyki - znakomita większość początkowych plików mp3 to internetowe piractwo, czyli zwykła kradzież - takie niestety były realia.
Powstające strony do ściągania mp3 typu Napster, Soulseek, Kazza itp. oferowały zatrważająca ilość skradzionej muzyki, 'zripowanych' oryginalnych płyt wystawionych do użytku publicznego. Łamało to jedną z podstawowych zasad prawa autorskiego - nieautoryzowane rozpowszechnianie. W ten sposób artysta sprzedając jedną płytę mógł teoretycznie stracić tysiące, gdyż internetowe bractwo ściągało darmowe mp3 zamiast kupować niedorzecznie drogie płyty. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że było to wysoce nieetyczne działanie, jednak rozwój świata i cywilizacji rzadko kierował się etyką. Początkowe formy walki z mp3 były delikatnie mówiąc mało przekonywujące, bo kogo naprawdę poruszy fakt ze tej czy innej gwiazdy pop nie bedzię stać na nowego Bentley’a, zabraknie na prysznic w Rolsie czy kolejne kilo kokainy. Mp3 było wówczas trochę jak gorąca woda - można się nią poparzyć a można też popchnąć cały pociąg, nawet dłuższy niż ten z Brzechwy.
I tak właśnie rozpoczęła się aksamitna rewolucja muzyczna.
Muzyka przestała być tożsama z nośnikiem a zaczęła funkcjonować jako idea, wartość sama w sobie. Przestało mieć znaczenie w jakim jesteśmy miejscu na świecie, jeżeli tylko posiadamy podłączenie do Internetu ( a dzisiaj to prawie standard jak telefon czy prąd elektryczny) możemy wejść do naszego ulubionego, wirtualnego sklepu muzycznego, kupić konkretny utwór na jaki mamy ochotę ( a nie cała, często niechciana płytę), po czym ściągnąć tenże utwór na twardy dysk i używać go dalej, powielając na jakikolwiek nośnik mp3. Fakty mówią same za siebie, jak podaje IFPI - Światowa Organizacja Przemysłu Fonograficznego, zyski ze sprzedaży plików cyfrowych w roku 2005 potroiły się w porównaniu z 2004, sprzedano łącznie ponad 460 milionów pojedyńczych utworów muzycznych a dominujący na rynku Apple’owski ITune odnotował sprzedaż bilionowego utworu poprzedniego miesiąca.
W samej Japonii zyski ze sprzedaży cyfrowych plików muzycznych
...wyrównały straty w tradycyjnym systemie sprzedaży nośników. Nie jest bowiem tajemnicą, że sprzedaż tradycyjnych nośników ( z wyjątkiem winyla) sukcesywnie spada. Paradoksalnie ...sprzedaż płyt winylowych w 2004 roku podwoiła się. Jednak ciągle sprzedaż winyli jest niewielkim procentem tradycyjnego rynku muzycznego, opartego głównie na CD. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że jesteśmy świadkami rewolucji. Jednak nie tylko wyniki sprzedaży, ale również zmiana sposobu postrzegania muzyki definiuje aksamitna rewolucje. Muzyka, jako czysta forma niemalże uwolniła się od materii, kolorowych okładek płyt, nośnika i całego gadżeciarstwa pompującego finalna cenę, jaką musimy płacić za zakup płyty czy singla. Pociąga to za sobą bardziej złożone konsekwencje i zmiany w całym show biznesie. Dzięki internetowi i formatom typu mp3, artyści niezależni mają większą szansę na autopromocje, czego idealnym przykładem może być oszałamiająca kariera My Space.
Wcześniej wprowadzenie artysty w świat mediów, reklama i promocja wiązały się z ogromnymi nakładami finansowymi, które ponosiła wytwórnia i które musiały się zwrócić. Niejako drogą naturalnej selekcji, lansowani byli głównie artyści tworzący muzykę dla mas, bezpieczną marketingowo i o sprawdzonym popycie. Obecnie wzrasta możliwość zainteresowania świata własna twórczością przez tzw. niezależnych artystów, za którymi nie stoi żaden z mejdżersów tylko muzyka sama w sobie. Okazuje się, że jest to siła z którą w niedługim czasie będą musieli się liczyć najwięksi muzycznego biznesu. |