|
mp3 kontra płyta winylowa
Oczywiście jest to zjawisko stosunkowo nowe i budzi olbrzymie kontrowersje w dość konserwatywnym (o dziwo) świecie klubowym. Zagorzali winylarze twierdza, że jakości muzyki zapisanej na winylu nie da się porównać z jakakolwiek inną, więcej ciepłego basu itd.
Zwolennicy cd podkreślają, że każdy dzisiejszy winyl jest tylko nośnikiem, wcześniej, zapisana na nim muzyka i tak powstała na urządzeniach cyfrowych. Dodatkowo, w niewielu klubach można faktycznie tę różnicę 'wysłyszeć'. Oczywiście, jeżeli przeniesiemy to na warunki studyjne czy w gabinecie audiofila, wrażliwsze ucho poczuje różnicę ale w głośnym klubie, po kilku drinkach różnica znika. Inna znaną zmora dj'a klubowego od zawsze były skaczące igły, szczególnie w sytuacjach plenerowych i wszelakiego typu 'scenach sezonowych'. Wystarczyło, ze rozentuzjazmowany dj podskoczył za wysoko niesiony fala miłości do muzyki i cała sala odczuwała boleśnie zgrzyt skaczącej igły i wybicia z taktu. Czasami sytuacja była niemożliwa do opanowania, jak podczas łódzkiej Parady Wolności, kiedy grając na jadącej ciężarówce zupełnie nie mogliśmy miksować i cd player’y były jedynym rozwiązaniem. Pomijam fakt, ze zostawiając case z winylami w pełnym słońcu można bezpowrotnie się z nimi pożegnać - bowiem temperatura powyżej 40 stopni jest dla winyla zabójcza. Jeżeli już jesteśmy przy minusach winyla to nie możemy pominąć bodajże największego - wroga. Sam osobiście po wielu latach taszczenia case'a z winylami, który załadowany 'na maxa' wazy około 26 kg, zacząłem mieć dosyć udręki 'słodkiego ciężaru' i zazdrosnym okiem spoglądałem na dj'ów którzy w 3-5 kilogramowych 'klaserach' na cd, wozili dziesiątki godzin muzyki, zapisanej w audio lub mp3. Dla porównania 26 kilogramów winyla to ok. 120 utworów - różnica jest miażdżąca. Raz dane mi było podnieść case wypełniony dubplate'ami czyli pojedynczymi sztukami płyt winylowych, wykonanych specjalna technika gdzie blaszana płytkę oblewa się winylem a następnie wycina w nim rowki. Do dźwigania tego przez 200 metrów potrzeba było dwóch osób!. Zakupiony plik mp3, możemy dowolnie powielać na własny użytek, ... trzymać na twardym dysku i sporządzać kopie na CD jeżeli poprzednia została zalana przez fana, który chcąc powiedzieć 'grasz zajebiście stary' wylał właśnie browar na nasz klaser z płytami. Jeżeli jakkolwiek zniszczony zostanie winyl, odchodzi on z tego świata bezpowrotnie, żegnany łzami nieszczęśliwego dj’a.
Oczywiście wszystko to dla wielu wykonawców klubowych nie ma większego znaczenia i do końca wierni będą winylowi a widok półek uginających się pod ciężarem płyt, jak ten z okładki Fat Boy Slim’a dostarcza im głębszych doznań estetycznych niż 'Słoneczniki' Van Gogh'a. Osobnym tematem jest winyl w kulturze turntableistycznej, gdzie scratch, beat joggling i inne techniki grania z winyla są podstawą performance’u. Podobnie rzecz ma się w tradycyjnym hip-hopie , dj scratchuje i podkłada beat’y aczkolwiek dzisiejszy hip-hop przeciętnemu 12 latkowi bardziej kojarzy się z drogimi ‘furami’, kolesiami obwieszonymi zlotem i platyną tudzież roztrzęsionymi, dolnymi partiami ciała 'tancerek' niż z jakąkolwiek techniką grania z winyla ale to zupełnie osobna historia.
Klęska urodzaju Jeżeli mamy szukać jakiegoś faktycznego minusu całej przemiany rynku to paradoksalnie może to być zbytnia obfitość muzyki. Przyrastające w zawrotnym tempie tetrabajty muzyki, niezliczeni debiutanci, nowe projekty, wielorakość gatunków przerastają możliwość zapoznania się z nimi nawet przez najbardziej zagorzałego słuchacza. Tama na rzece sztuki, jaka od dłuższego czasu były finanse, pękła i świat zalała fala nieznanego.
Pojawiły się oczywiście nowe, niekomercyjne dzieła, towarzyszą im jednak całe tabuny beznadziejnych tworów muzykopodonych, spłodzone przez niesłyszących posiadaczy komputerów z tanim oprogramowaniem do produkcji muzyki. Po przesłuchaniu 1000 takich gniotów, z niesmakiem wyłączamy komputer, zniechęcając się do kolejnej witryny sprzedającej mp3. Jak mówi stare chińskie przysłowie 'It's too f...ing much of everything' a błogosławiony ‘fredom of choice’ może łatwo stać się przekleństwem i tutaj właśnie pojawia się miejsce na kolejna rewolucje....
Robert Nobis |