Ile przedsiębiorcy wydadzą na e-podpis?
Przepisy regulujące certyfikację e-podpisu wchodzą w życie 21 lipca i dotyczą podmiotów, które rozliczają ze składek więcej niż pięć osób. E-deklaracje muszą być potwierdzone podpisem elektronicznym, a to oznacza wydatki dla przedsiębiorstw i złoty czas dla wydawców podpisów. Kilkaset tysięcy małych i średnich przedsiębiorstw staje przed koniecznością wykupienia certyfikowanego podpisu elektronicznego – będzie on niezbędny do przesyłania dokumentów do ZUS.
Związanie podpisu elektronicznego z osobą fizyczna
Według rzecznika ZUS,
podpis elektroniczny będzie musiało wykupić 230 tysięcy przedsiębiorstw, które rozliczają się indywidualnie. Elektroniczna sygnatura będzie wymagana na zgłoszeniach do ubezpieczeń, imiennych raportach miesięcznych, deklaracjach rozliczeniowych i innych dokumentach niezbędnych do prowadzenia kont płatników składek, jak również ich korekty.
Problemem, który się pojawia, jest fakt związania podpisu elektronicznego z osobą fizyczna, a nie prawną. Oznacza to, że dla bezpieczeństwa i zapewnienia ciągłości pracy przedsiębiorstwo powinno kupić podpisy co najmniej dwóm swoim pracownikom, reprezentującym podmiot w kontaktach z ZUS.
Według Rzeczpospolitej
średni koszt podpisu wynosi dziś 700 zł, do tego dochodzą jeszcze koszta czasowych aktualizacji. Jeśli przyjąć, że każde przedsiębiorstwo zdecyduje się na wykupienie dwóch podpisów, oznacza to 320 mln złotych dla ich wydawców.
Według szacunków Gazety Prawnej
- obowiązkiem zakupu bezpiecznego e-podpisu objęte jest 600-700 tys. firm, a e-podpis kosztuje od 300 do 500 zł. Jednocześnie firmy certyfikujące przyznają, że przy tak dużej liczbie zamówień, jaka będzie musiała pojawić się po 1 lipca, cena jednego e-podpisu spaść może nawet do 30 zł, to i tak efekt skali sprawi, że wartość rynku przekroczy 20 mln zł.
Firmy wydające podpis elektroniczny zacierają ręce - rynek, na którym działają wart dziś zaledwie 1 mln zł, zwiększy swoją wartość wielokrotnie.
Obecnie, według szacunków firm, z e-podpisu korzysta w Polsce jakieś 10-15 tys. osób. W zdecydowanej większości przypadków odpowiednie certyfikaty kupiły swoim pracownikom firmy. Osób, które kupiły e-podpis naprawdę na prywatny użytek, jest nie wile.
Wszystko z powodu braku możliwości zastosowania e-podpisu w codziennym życiu. Teoretycznie za jego pomocą każdy powinien mieć możliwość złożenia wniosku o dowód osobisty czy paszport, zeznania podatkowego, wniosku do urzędu gminy w jakiejkolwiek sprawie, a nawet - oddania głosu w wyborach. To jednak tylko teoria, ale nie tylko w Polsce, lecz niemal w całej Unii Europejskiej. Nawet w Estonii, gdzie kilkadziesiąt procent obywateli ma nowe dowody osobiste, za pomocą których można jednocześnie podpisywać się elektronicznie, mało kto korzysta z tej możliwości. Powód wszędzie jest ten sam - słaba informatyzacja urzędów i instytucji, niezdolnych do odczytania dokumentów podpisanych elektronicznie.
Jedno jest pewne - koszty związane z e-podpisem dotkną głównie średnie i małe firmy. Łatwiej będzie też przedsiębiorcom rozliczającym się poprzez biura rachunkowe.
---
Źródło: Rzeczpospolita, Gazeta Prawna
|